Mieć odwagę mówić dobrze o drugim

Mieć odwagę mówić dobrze o drugim


  1. Jezus mówi dobrze o Janie Chrzcicielu (por. Mt 11,11-15). Zna go. Wie, kim jest i co czyni. Świadomy jest jego trudności i źródeł jego nadziei. Jezus zna jego słowa, nawołujące do nawrócenia i czyny pokutne. Jednym słowem, Jezus ceni bardzo Jana. Zna go i dlatego go chwali. Czyni to publicznie, przed innymi. I chociaż wie, że wśród słuchaczy jest wielu takich, którzy się Jana wstydzą, krytykują go lub wręcz czyhają na jego życie, Jezus przeciwnie, z wielkim uznaniem odnosi się do niego i nie zamierza tego ukrywać. Otwarcie i odważnie mówi o nim dobrze. Nie zazdrości Janowi sławy. Nie obawia się też, że przyćmi ona Jego sławę.

Pozytywnie świadczy o wielkości człowiek fakt, kiedy mówi dobrze o innych, jeszcze bardziej, kiedy mówi dobrze o tych, z którymi żyje na co dzień, z którymi pracuje lub spędza chwile wolne. Jest czymś pięknym, kiedy mówią o sobie dobrze ci, którzy wykonują ten sam zawód lub aspirują do tych samych stanowisk. Mówić dobrze znaczy tyle samo, co chcieć i umieć odkryć w drugim coś dobrego, dostrzec w nim – obok cech negatywnych, których przecież nikomu nie brak – także pozytywne. Każdy je nosi, chociaż nie wszyscy je dostrzegają. Wymaga tego prawda i szacunek względem Bożego działania, gdyż każdy człowiek jest Jego dziełem.

Mowa posiada wielką moc. Posiada moc przywrócenia do życia godnego lub jego uśmiercenia. Może osobę promować lub oczerniać, wprowadzać w środowisko lub z niego wykluczać. Posiada ona bowiem wiele wspólnego z miłością. Mowa jest życiem, nie zaś chwilową tylko przygodą. Nosi w sobie „smak całego człowieka” – pisał Karol Wojtyła w sztuce Przed sklepem jubilera. Ma jego ciężar gatunkowy, i zarazem ciężar całego losu człowieka. Tylko pozornie słowo żyje chwilą, w której jest wypowiadane, w rzeczywistości zapuszcza się głęboko w całe życie mówiącego. Godność człowieka przechodzi przez słowo, podobnie jak przechodzi ona przez miłość. Daje godność temu, kto mówi i o kim się mówi. Mowa posiada swój ciężar, którym jest duchowość człowieka mówiącego. Człowiek dobry, mówi dobre słowa i odwrotnie, mowa człowieka złego jest płaska i sucha, nie rodzi życia, a nawet uśmierca nikłe jego oznaki. Głębią słowa jest piękno osoby, która je wypowiada. Dobroć i miłość mówiącego użyźnia słowo i sprawia, że staje się piękne i do dobra zachęcające.

 

  1. Jezus „wydobywa z cienia” postać Jana. Mówi tym, którzy go znali, ale nie doceniali, że jest kimś wyjątkowym, wybranym przez Boga. Kiedy mąż mówi żonie, że jest wyjątkową, a żona z podziwem odnosi się do swojego męża, będą umieć przezwyciężyć wiele trudności na drodze ich małżeństwa. Kiedy nauczyciel wypowie się pozytywnie o swoich uczniach, kiedy będzie umiał docenić ich wysiłki, pracowitość i zaangażowanie, z dobrych uczyni ich jeszcze lepszymi, geniuszami. Kiedy kapłan potrafi docenić duchowe wysiłki swoich wiernych, uczyni z ich gorliwych wyznawców Chrystusa. Dobre słowo podnosi na duchu. Słowo pozytywne, które docenia wysiłki już podjęte, uskrzydla słuchacza, rozbudza go z lenistwa i mobilizuje do bycia coraz lepszym.

Dobre słowo potrafi wydobyć drugiego z cienia, z nic nie robienia. Słowo złe, negatywne, narzekające itd. degraduje, odbiera entuzjazm i prowadzi słuchacza do zamknięcia się w sobie. Odtąd staje się wyłącznie kibicem wydarzeń, nie zaś ich uczestnikiem. Jezus uczy nas odwagi w promowaniu ludzi, którzy czynią dobro. Tak właśnie wypowiada się o Jana, że „Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela”. Kiedy inni mówią dobrze o nas, kiedy doceniają nasze wysiłku, znajdują w nas przyjaciół, ludzi życzliwych. Jesteśmy wówczas gotowi współpracować z nimi, a nawet – jeżeli jest taka konieczność – poświęcić się dla nich. Mowa zła rujnuje, dobra buduje.

Przyjaźń podobnie, jak przyszłość budują wyłącznie dobre słowa: oddalają konflikty, zbliżają ludzi do siebie, czynią ich przyjaciółmi.

 

  1. Na różne sposoby tłumaczyć można sens „gwałtu”, o którym mówi Jezus, że „królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je”. Ale rodzajem gwałtu jest również „nieszczęście”, „cierpienie”, doznana „krzywda” lub „niesprawiedliwość”, „choroba”, która gwałtownie spada na człowieka i niszczy to, co tak mozolnie wznosił przez lata. Każde z nieszczęść, kiedy przychodzi, jest rodzajem duchowego lub fizycznego gwałtu. Takim gwałtem mogą być również złe, niesprawiedliwie słowa innych o nas, szczególnie, kiedy wypowiadają je osoby nam bliskie.

Wiara nie chroni nas od tego rodzaju „gwałtów”. Sam fakt, że wierzę, nie oddala ode mnie cierpienia czy złej mowy. Daje ona jednak moc, aby je przezwyciężać, aby odnosić nad nimi zwycięstwo. Mocą tą jest cnota nadziei, że również w cierpieniu i chorobie, w krzywdzie i niesprawiedliwości, jakiej doznaję od innych, ukryty jest jakiś Boży zamysł i zarazem łaska, aby odnieść nad nimi zwycięstwo. Boża miłość widoczna jest w ludziach, którzy dobrem żyją lub o dobru mówią. Swoim dobrym życiem i dobrym słowem zadają swoisty gwałt temu, co krzywdzące lub fałszywe. Ich gesty miłości zadaje „cios” temu, co złe, krzywdzące, niesprawiedliwe. Takiej postawy uczy św. Jan Chrzciciel. Praktykował ją św. Maksymilian Kolbe, który stanął w obronie godności człowieka w obozie Auschwitz. Przypominał o tym św. Jan Paweł II, przebaczając Ali Agcie.

 

fot: Flickr/zanthia