O potrzebie autorytetów

O potrzebie autorytetów


 

Demokracja podejrzliwie traktuje autorytet. Ponieważ pragnie sprowadzić wszystkie relacje społeczne do tego samego poziomu, dlatego małym szacunkiem darzy autorytet, a często go wręcz wyklucza. „W demokracji – jak zauważa P. A. Redpath – równość jawi się jako dobro najwyższe i ostateczna przyczyna działania. Natomiast pojęcie autorytetu z istoty zakłada podział na to, co wyższe, i na to, co niże (tzn. hierarchię”), co wyraźnie uchybia duchowi demokracji”.

 Kto cieszy się autorytetem ten świeci przykładem. Staje się dla innych (stałym) punktem odniesienia: zagubionym ułatwia podejmowanie słusznych wyborów w sytuacjach trudnych, słabych podnosi do działania, kiedy zniewala ich zniechęcenie i bliscy są upadku, a innych pociąga do realizacji szlachetnych ideałów. Kiedy brak osób cieszących się autorytetem, kiedy ich się nie promuje lub lekceważy ich obecność, wspólnota zaczyna się kruszyć, tracąc orientację na prawdziwe dobro i jest w stanie dezorientacji. Łatwo dojść może wówczas do wewnętrznego zamieszania, rozkładu czy wręcz rozbicia. […]

Autorytetu nie można narzucić. Nie spływa wraz z władzą, którą się posiada lub której udzielają jej inni. Nie obliguje się do niego, lecz przyjmuje go w wolności. Aspekty zewnętrze mogą oczywiście go wzmocnić lub osłabić autorytet, ale w żadnym przypadku nie mogą zmusić do ulegania mu. Weźmy na przykład profesora. Cieszy się on określonym autorytetem przez sam fakt bycia profesorem, lecz może to zostać osłabione lub wzmocnione jego prestiżem osobistym, który tymczasem nie jest narzucony, ale jest wolną decyzją uczniów. Profesor może wywierać określony czar na słuchaczy, czego efektem będzie np. zwiększona liczba studentów na jego wykładach, sposób zwracania się do niego, chętne określanie go „swoim” profesorem, ale także czasem, jaki poświęca się studium jego materii itd. Kiedy tytuł „profesor” nie zostaje wzmocniony jego osobistym prestiżem, jego autorytet zmniejsza się i przyjmuje rysy wyłącznie instytucjonalne.

 Takim autorytetem cieszył się Jezus. Władza nad wzburzonym morzem, wypędzanie złych duchów, leczenie chorych i wiele innych podobnych zachowań pokazywały, jak wielki jest jego autorytet. Ujawniał się on również w odniesieniu do ludzi. Z autorytetem mówił: „Pójdź za mną!”, a powołana osoba pozostawiała wszystko i szła za Nim.

Potem wyszedł i zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego w komorze celnej. Rzekł do niego: Pójdź za Mną! On zostawił wszystko, wstał i poszedł za Nim (Łk 5, 27-28).

Im bardziej płynna rzeczywistość, tym bardziej odczuwa się potrzebę osób cieszących się prestiżem, autorytetem. Zadania, jaki im się wyznacza, są nad wyraz liczne. Winni stać się niczym latarnie morskie, wskazując bezpieczny kierunek do portu na płynnych wodach nowoczesności. Ich zadaniem byłoby podejmowanie słusznych i odpowiedzialnych wyborów, przyjmowanie lub odrzucanie postaw sugerowanych przez media, rezygnowanie z ‘idolów’, jakie kreują środki przekazu.

Świadomie lub nie człowiek tęskni za autorytetem moralnym, za osobą, która stanie się dla niego wzorem postępowania, decyzji do podjęcia. Ktoś obdarzony autorytetem posiada szczególną siłę oddziaływania na sposób myślenia i działania innych, na ich wybory, słowa, postawy, skalę wartości. Nic nie zastąpi wychowawców, którzy cieszą się autorytetem osobistym u tych, których wychowują. Nadal aktualne stają się słowa Leszka Kołakowskiego, który mówi, że „wychowanie, całkowicie wyzwolone z autorytetu, tradycji i dogmatu, kończy się nihilizmem”. Człowiek szuka mistrza, któremu chce postawić pytanie, jak żyć, aby być szczęśliwym.

Rola autorytetu była zawsze ważna. Czasy współczesne potrzebują go jednak szczególnie. Upadły jedne, oficjalne autorytety, może niekiedy narzucane, a ich miejsca nie zajęły jednak nowe, na miarę potrzeb. Narasta zjawisko ‘naśladowania’, ale nie zawsze naśladuje się postawy etycznie wartościowe. Naśladuje się postawy i osoby narzucane przez środki przekazu, co jest bliższe zrachowaniom sfery snobizmu czy szeroko rozumianej mody, funkcjonujących w subkulturach, lecz które nie budują i nie wzmacniają więzów społecznych. Stąd nagląca potrzeba autorytetu, który wynika z wysokich wartości etycznych i moralnych. Ktoś taki staje się przewodnikiem po złudnych „wartościach” płynnej rzeczywistości.

(z książki, Z. J. Kijas, Siła charakteru. O wadach i cnotach, WAM Kraków 2015)