Czy warto mówić o piekle?


Temat piekła nie należy do łatwych ani przyjemnych. Bardzo trudno jest pisać o czym, o czym nie chce się nawet myśleć, a już z pewnością rozpisywać. Rzeczywistość piekła jest odrażająca. Jest ono zaprzeczaniem wszystkiego tego, czym jest życie i czego ono pragnie. Jeżeli powiemy, że życie pragnie się rozwijać, to piekło jest obumieraniem, jeżeli życie szuka szczęścia i radości, to piekło jest przerażającym smutkiem, jeżeli życie szuka pokoju, przyjaźni, to piekło jest wrogością i nienawiścią. O piekle nie lubimy rozmawiać ani pisać. Nie marzymy o niej w ten sam sposób, jak marzymy o niebie, o szczęściu, czy radości. Stać nas na wiele, aby nasza myśl nie zajmowała się ewentualnością jego realnego istnienia. Jesteśmy kuszeni, aby sądzić, że o ciemnej stronie życia mówią jedynie filmy science-fiction i nic poza nimi. I nawet, kiedy w końcu zatrzymuje się nad ewentualnością jego istnienia, napotyka pewne trudności, które – jak sądzi – przeszkadzają w uchwyceniu w jego jasnym opisaniu. Uważa się zatem, że jego ewentualne istnienie zdaje się, z jednej strony, kłócić z prawdą o Bożym miłosierdziu, a z drugiej, z darem wolności, otrzymanym przez stworzenie.

Prawda o Bożym miłosierdziu – sądzą niektórzy – wyklucza możliwość (wiecznego) potępienia. W jaki bowiem sposób – mówią – Bóg pełen miłości i przebaczenia, będący w ciągłym poszukiwaniu człowieka zagubionego i grzesznego, mógłby być zarazem Bogiem każącym, skazującym człowieka na (wieczne) potępienie? Inni, z kolei, odwołując się do chrześcijańskiej koncepcji wolności, mówią, że skoro jest ona darem samego Boga, nie może przecież być czymś złym? Cokolwiek więc człowiek robi lub nie robi, pozostaje w obszarze Bożego daru, co oznacza, że w ostateczności czyni jakieś dobro.

Są w poważnym błędzie ci, którzy w ten sposób rozumieją dar wolności. Wiążą ją wyłącznie z możliwością swobodnego robienia tego, co się chce (tzw. „róbta co chceta”), nie zaś z darem/zadaniem podejmowania wiążących decyzji, za które ponosi się odpowiedzialność. Współczesność, aczkolwiek odwołuje się często do pojęcia wolności, na ogół rozumie ją negatywnie, jako uwolnienie się od wszystkiego, co ogranicza ludzkie pragnienia i jego miłość własną. Zdaje się sugerować człowiekowi, jakoby mógł wszystko i wszystko, lub prawie wszystko, było dozwolone. Zasłania tym samym przed nim kwestię ewentualnych konsekwencji jego czynów – złych lub dobrych. To właśnie w obszar owych „konsekwencji” wpisuje się chrześcijańska narracja o stanach pośmiertnych, czyli o niebie, czyśćcu czy piekle.

Wiara chrześcijańska uczy, że życie składa się z akcji-reakcji, że na każde działanie odpowiada jakiś rodzaj przeciwdziałania; na głos odpowiada echo, a na puszczenie hamulca samochodu – odpowiada wprowadzenie go w ruch. Wszystko, co nas otacza, ma swoje dwie różne strony, swoistą awers i rewers; coś, co w danej chwili jest widzialne dla zmysłów i to, co jest wprawdzie dla nich niewidzialne, ale stać się może widzialne w pewnej chwili, zasłaniając jednocześnie to, co obecne jest dostrzegalne i traktowane niekiedy, jakoby było jedynie istniejące.

Wiara traktuje na serio jeden i drugi aspekt życia. Wyłącznie ona chce na poważnie rozważać całość rzeczywistości, nie tylko jest widoczną obecnie stronę. Wiara bowiem otwarta jest radykalnie na teraźniejszość i przyszłość, na widzialność i niewidzialność, na materialność i duchowość życia. Stąd zatem wyłącznie ci, którzy wiarę traktują poważnie, wiedzą zarazem, że wolność, największy dar otrzymany od Stwórcy, jest zarazem kluczem do jakości życia przyszłego. To właśnie kluczem swojej wolności człowiek otwiera drzwi takiego czy innego stanu pośmiertnego. Oczywiście, nie jest to wyłącznie jego zasługą, nie jest owocem jedynie jego osobistych starań, ale – jak uczy wiara – dziełem Bożej łaski. Lecz, co również należy podkreślić, Bóg daje się tym, którzy Go o to proszą; wychodzi naprzeciw tych, którzy zbliżają się do Niego; obdarza szczęściem bycia blisko Siebie tych, którzy za szczęściem spotkania z Bogiem bardzo tęsknią. Bóg nie zmusza człowieka do miłości, ale przygarnia z radością, kto Jego miłości pragnie i szuka.

Temat istnienia ciemnej, negatywnej rzeczywistości pośmiertnej, którą wiara określa terminem piekło, jest poddawany często subiektywnej ocenie albo wręcz pomijany. Uważa się go za mało poważny dla osób „wykształconych”, mocno „średniowieczny”, słowem staroświecki, a tym samym nie pasujący do czasów współczesnych, jakoby wyzwolonych z   takich zagadnień. Są zatem tacy, w tym także osoby wierzące, którzy istnienie ciemnej rzeczywistości zbywają sloganem: „Jeżeli piekło istnieje, to z pewnością jest puste”, inni natomiast ignorują jego istnienie. Czy jest to słuszne? Bynajmniej! Jedna i druga postawa wyklucza to, co w życiu ważne, czyli postawę pewnej ewentualności, która apeluje do roztropności i ostrożności w codziennym życiu: należy być ostrożnym, bowiem również na pięknej i pozornie bezpiecznej autostradzie, można spowodować wypadek i stracić życie. Istnieje zawsze taka ewentualność. Trzeba się liczyć zawsze z taką możliwością. Stąd piekło, nawet gdyby nikt z ludzi go nigdy nie doświadczał, może zostać uznane, jako stan pedagogicznej ewentualności, która trzeba koniecznie uwzględnić, aby życie przeżyć mądrze, czyli dobrze.

Rozmowa o rzeczywistości piekła, w sposób pośredni, jest zawsze rozmową o godności człowieka i pięknie jego powołania do wieczności. W jej cieniu sytuuje się zawsze wielkość ludzkiego powołania, który jest zaproszony do wspólnoty z Bogiem, który jedynie jest źródłem jego szczęścia, pokoju i radości. Można również powiedzieć, że wierzący są wezwani, aby rozmawiać/dialogować wyłącznie o Bogu i człowieku, o ich powiązaniu i przyjaźni, wszystkie inne tematy, w tym także kwestia piekła, winny się sytuować się „w cieniu” tego jedynie ważnego dyskursu.

W rozmowie o piekle chodzi bowiem przede wszystkim o życie, aby go nie stracić, aby nie zatracić jego smaku. Chodzi więc, aby to, co jest tak cenne i jedyne, nie stało się nieznośnym ciężarem, który zamiast radować i cieszyć, smuci i jest źródłem cierpienia. Jasne staje się więc, że rozmowa o piekle nie wynika z niczego innego, jak z miłości do człowieka. Rodzi się ona ze szczerej troski o jego wieczne szczęście. Tylko przyjaciel ma odwagę, bardzo pragnie ostrzec swojego przyjaciela przed niebezpieczeństwem, które mu grozi. Wróg postępuje inaczej; nie informuje o grożącym niebezpieczeństwie, a nawet zabawia, rozprasza, odciąga człowieka od refleksji nad tym, jakie będą konsekwencje jego postaw i życia… A kiedy upadnie, wróg cieszy się bardzo z jego nieszczęścia czy śmierci.