Jezus ufa tym, którzy idą za Nim

Jezus ufa tym, którzy idą za Nim


Rozdział 17 Ewangelii św. Jana wieńczy długą refleksję Jezusa, rozpoczętą w rozdz. 15, a która dotyczy Jego misji w świecie. Kończy się ona modlitwą Jezusa za swoich uczniów i tych, którzy im uwierzą. Jezus jest pełen miłości do tych, którzy idą za Nim, ale jednocześnie zatroskany, że świat ich nie kocha, podobnie, jak nie pokochał Jego. Dlatego powierza ich opiece swojego Ojca. Modli się za nimi, zostawiając im ważne przesłanie, rodzaj duchowego testamentu. Najpierw umywa im nogi, aby następnie rozmawiać z nimi o modlitwie. To przejście jest ważne, pokazuje bowiem, że autentyczna modlitwa jest niczym mycie nóg. Wymaga postawy pokory, pochylenia się przed Bogiem, przyjęcia postawy słuchacza/sługi, aby uważnie słyszeć to, co Bóg mówi, czego udziela i do czego powołuje.

Przy końcówce swojego ziemskiego pielgrzymowania Jezus robi rachunek sumienia. Rozlicza się z otrzymanego daru czasu. Analizuje uważnie, co miał uczynić i co uczynił, oczekując w zamian nagrody od Ojca („A teraz, Ojcze, otocz Mnie u siebie tą chwałą, którą miałem u Ciebie”). Mówi również o swoich niepokojach. Wyznaje Ojcu, że źródłem Jego troski/smutku są Jego uczniowie („Ja za nimi proszę, nie proszę za światem”). W autentycznej modlitwie musi być również miejsce na szczerą troskę o dobro innych, o szczęście tych, którzy są obok, którzy nie są nami, ale są z nami. Troska ta jest wyznacznikiem autentycznego chrześcijanina, który modli się i zabiega – także – dobro innych.

Jezus mówi, że autentyczne poznanie Boga nie sprowadza się do wiedzy o Nim, ale że jest przyjęciem Go do swojego życia, jako dobrego Ojca i obdarzeniem Go zaufaniem. Dla Jezusa niezwykle ważny jest ów osobisty związek z Bogiem. Wyłącznie taka relacja z Bogiem daje poczucie bezpieczeństwa i pozwala na szczerą rozmowę z Nim o sobie i świecie. Tylko wtedy mogę odkryć przed Jezusem, co kryje się w moim sercu, co mnie niepokoi lub cieszy, czego się obawiam i za czym bardzo tęsknię. Modlitwa staje się wówczas samą otwartością. Ponieważ żyje prawdą, dlatego modlący się nie chce niczego ukryć, zataić, okłamać siebie czy Boga. Modląc się, staje w prawdzie, cieszy się więc, kiedy jest ku temu powód lub prosi o łaskę przebaczenia, kiedy zgrzeszył. W tej otwartości modlitwy dusza wypoczywa i nabiera sił koniecznych do podjęcia nowych wyzwań.

Jezus bardzo ufa tym, którzy idą za Nim. Ufa tak bardzo, że oddał za nich swoje życie. Jest w tym coś szczególnego! Bóg ufa człowiekowi. Czyż to nie wyjątkowe! Oczywiście, Jezus wie, że człowiek, któremu ufa, jest słaby, że może się potknąć, że może zgrzeszyć, ale i tak nie przestaje mu ufać. Ufa człowiekowi dlatego, że nie przestaje się za niego modlić, nie przestaje orędować za nim u swojego Ojca. Czyż to nie jest również coś wyjątkowego! Już nie tylko modlę się za siebie lub za innych, ale sam Jezus modli się za mną! On wie najlepiej, że zostałem wyrwany ze “świata” oznaczającego także niewiarę i nienawiść, z jaką spotkał się On sam. Wie również, że jako wierzący, posiadam nową więź z Bogiem, Jego Ojcem, ponieważ zbliżyć się do Niego mogą wyłącznie ci, którzy umiłowali Jego Syna i uwierzyli Jego słowu.

Jezus powraca do Ojca, a nam powierza dzieło mówienia o Nim w świecie. Przygotował nas dobrze do tej roli i chce teraz, abyśmy zajęli Jego miejsce “w świecie”. Nie zostawia nas jednak sierotami. Obiecuje gorliwie modlić się/prosić swojego Ojca, aby zachował nas w Swoim imieniu, to znaczy, abyśmy wiary dochowali, abyśmy z przekonaniem mówili o Nim, że jest sprawiedliwy i miłosierny.